wtorek, 22 stycznia 2013

rozdział 5.


Nienawidziłam  gdy promienie słońca wpadające przez okno budziły mnie.  W pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem. Jednak później przypomniałam co się stało wczorajszego dnia. Cicho zeszłam na dół, żeby nie obudzić chłopaków, jednak oni siedzieli już przy stole i jedli śniadanie. Nie było tylko Harrego.
- Cześć Lily - przywitał się ze mną Lou. - Siadaj i jedz szybko, zanim Niall wszystko  zje - Tomlinson popatrzył na przyjaciela. - A i zapomniałbym. Rose kazała ci przekazać że będzie po ciebie po 12, wywiad masz. Jeszcze 2 godziny, spokojnie - dodał widząc że chce wstać od stołu.
- O proszę  kto to wstał - powiedział Liam i wzrok wszystkich skierował się na Stylesa który właśnie wchodził do salonu.
- Liam ciszej - poszedł do kuchni, a po chwili wrócił z butelką wody siadając obok mnie.
- I jak było ? - spytał Zayn ironicznym tonem patrząc na Harrego, który wyglądał jakby  nie spał przez trzy noce.
- Zayn przestań mnie denerwować - syknął przez zaciśnięte zęby. Nie tknęłam jedzenia bo tak stresowałam się tym wywiadem.Chciałam wstać od stołu żeby pomóc chłopakom pozmywać naczynia, jednak oni nie pozwolili mi się ruszać ze względu na moją rękę. Zostałam więc sama z Harrym.
- Jak Twój nadgarstek? - spytał Styles. Patrzył na mnie trzymając głowę na stole.
Super . Czyli on tez wiedział.
- W porządku, nie jest źle.
- Przepraszam, że tak wczoraj uciekłem, że spieprzyłem wam impreze, i przepraszam...za twoją rękę. - nie odezwałam się - Liam wczoraj uświadomił mi, że zachowałem się jak idiota. Nawet nie spytałem czy nic ci nie jest tylko po prostu zostawiłem cię z Niallem bez transportu. Żałuje, na prawdę.
- Spoko. - fuknęłam.
- Wybaczysz? - podniósł wzrok i lekko się uśmiechnął.
- Zobacze. - wstałam od stołu jednak on pociągnął mnie za rękę, tak żebym z powrotem usiadła.
 - Co chcesz? Śpiesze się.
Nie wiem co się ze mną działo. Byłam na niego zła, choć do końca nie wiedziałam dla czego.
- Co mam zrobić żebyś przestała sie na mnie gniewać ?
- Najlepiej będzie jak mnie zostawisz w spokoju. Będę wtedy szczeliwa.
- Lily prosze..
Jednak ja nie miałam zamiaru go słuchać. Poszłam na górę, zabrałam swoją torebkę i zeszłam na dół siadając na łóżku obok chłopaków.
- A wy macie jakieś plany na dzisiaj ? - spytałam.
- Jakąś sesje zdjęciową i spotkanie z fanami po południu - odpowiedział Lou.
- Powiedział ktoś Rose o moim nadgarstku?
- Jeśli ci o to chodzi, to nie była zła - uśmiechnął się Niall.
- Lily chciałaś rozejrzeć się po Londynie - odezwał się nagle Harry, który pojawił się  znikąd - to może dzisiaj? oprowadziłbym cie ?
- Dzisiaj nie mam czasu - fuknęłam. Nie miałam ochoty spędzać z nim wieczoru. Denerwował mnie co raz bardziej.
- Będę koło 18 - odparł ucieszony w ogóle nie przejmując sie moją odpowiedzią. Nagle Niall, Louis i Liam wybuchnęli śmiechem.  Zayn podniósł się z miejsca, prychnął ciche '' ja pierdole '' i wyszedł z pokoju zostawiając chłopaków z  dziwnymi minami.
- Dobra, to ja bedę się zbierać
- Zostań jeszcze chwilę - Liam popatrzył na mnie. - masz jeszcze pół godziny.
- Denerwujesz się ? - dodał Louis patrząc na mnie kątem oka.
- Ja ? Nie ! Czym niby . - odparłam wbijając wzrok w podłogę. Jednak Tomlinson zauważył to.Zaczął wbijać palce w moje żebra, śpiewając, a w zasadzie naśladując mój głos przedrzeźniał mnie, a pozostała dwójka po chwili dołączyła do niego.
- Chłopaki przestańcie - jęknęłam i tak byłam już wystarczająco wkurzona. Jednak oni nie mieli zamiaru. Liam robił głupie miny i z banenem w ręku zaczał przeprowadzać wywiad z Niallem, na co on odpowiadał mu cienkim głosem śmiejąc się wniebogłosy. Przyznam że poprawili mi humor bo wygladało to strasznie śmiesznie. Horan co chwile poprawiał swoje włosy , robiąc dziubek do banana . Po chwili poczułam wibracje telefonu w mojej kieszeni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i opanowując śmiech poważnym glosem przywitałam się z Rose, która oznajmila mi, że za dziesięć minut mam być gotowa. Poszłam szybko do łazienki, a gdy zobaczyłam swoje odbicie stwierdziłam, że nigdzie nie ide. Nie zdążyłam zrobić makijażu rano, a w zasadzie to o nim zapomniałam i było mi troche głupio, że chłopaki widzieli mnie w takim stanie.
- Dziękuje wam za wszystko - rzuciłam patrząc w stronę Liama i Louisa, którzy siedzieli na łóżku i objadali się  popcornem. Harry opierał głowę na ramieniu Nialla mając zamknięte oczy.


 Zayn siedział na krześle pijąc jak sie domyśliłam jakiegoś drinka
- Powodzenia ! - powiedzieli jednocześnie Louis i Liam
- Trzymam kciuki - dodał Horan.
- Będę o 18 pamiętaj ! - krzyknął Styles z zamkniętymi oczami nie zmieniając swojej pozycji.
- Dzięki chłopaki jeszcze raz - na wypowiedź Harrego nie miałam najmniejszego zamiaru  odpowiadać - to pewnie do jutra - powiedziałam i już byłam przy drzwiach, gdy usłyszałam głośne westchnięcie Zayna:
- W końcu kurwa.
Nie miałam pojęcia o co temu chłopakowi chodzi. Co ja mu takie zrobiłam ? Przecież nawet z nim nie rozmawiałam. Nie rozumiem go, na prawdę. Przed bramką, w samochodzie czekała juz na mnie Rose. Pospiesznie wsiadłam zamykając za sobą drzwi. Wciąż miałam w głowie słowa Malika. Niby nic, a jednak wiedziałam, że było do mnie i   trochę mnie to zabolało. Było by mi prościej, gdyby chociaż wiedziała dlaczego tak  na mnie reaguje.
- Lily - menadżerka wyrwała mnie z zamyślenia - wyglądasz okropnie.
- Dziękuje - prychnęłam chociaż dobrze wiedziałam, że to prawda.
- Musimy się pośpieszyć, żeby chociaż troche cię ogarnęli.
- Ale po co ? - spytałam zaskoczona - przecież to tylko mały wywiad, nie będzie żadnych zd...
- Oj mała zmiana planów. Muszą ci przecież zrobić kilka zdjęć, żeby ludzie wiedzieli jak wygląda Lily Moore - przerwała mi - ale nie denerwuj się, cały czas będę z tobą - dodała widząc jak zsuwam się z fotela. Super. Jeszcze mi tego brakowało  Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Zaczęłam denerwować się jeszcze bardziej i wcale nie pocieszała mnie fakt, że Rose będzie ze mna. Żeby odciągnąć mnie od myslenia dziewczyna zmieniła  temat.
- Polubiłaś chłopaków ?
- Powiedzmy, że zaczynam zmieniać zdanie co do nich. Wczoraj okazali się na prawdę w  porządku - nie zamierzałam mówić jej o tym jakie nastawienie ma do mnie Zayn, a o wczorajszej akcji Harrego na pewno juz wiedziała. Cieszyłam się w duchu, ze nie poruszyła tematu wczorajszego dnia i mojego nadgarstka.
- Widzisz? Mówiłam, że nie będzie źle ! - powiedziała radośnie. - do Andrewa dzwonił twój tata i kazał przekazać ci żebyś sie do niego odezwała, bo się o ciebie martwi. Kurde zupełnie o tym zapomniałam, ze miałam dzwonić codziennie. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Pogoda jak zwykle byla okropna. Cały czas padało. Nie nawiedziłam tego, ale miałam nadzieje, że się przezwyczaje . Wysiadłam z samochodu i zrównałam krok z Rose. Dziewczyna odgarnęła kosmyk  włosów który spadł jej na twarz, popatrzyła na mnie z politowaniem po czym się zaśmiała. Natychmiast po wejściu podszedł do Rose młody mężczyzna. W około było pełno luster, z zawieszonymi nad nimi jasnymi światłami. Przed toaletkami stały  obrotowe krzesła. Usiadłam na podłodze, i włożyłam słuchawki do uszu, a gdy zobaczyłam że Rose zamierza mi zrobić zdjęcie, wykrzywiłam usta w uśmiechu.





Po jakiś dziesięciu minutach siedziałam na fotelu, a kosmetyczka próbowała uratować mój wygląd. Trwało to dość długo, ale gdy przejrzałam się w lustrze stwierdziłam,że dokonała cudu. Przebrali mnie jeszcze w jakieś ubrania, ale ja juz nie wiedziałam co sie dzieje. Nie lubiłam takich sytuacji, gdy ktoś się mną zajmował i zwracal na mnie uwage. Z natury byłam nerwowa, a taka sytuacja była dla mnie nowością. Z jednej strony
czułam się szczęśliwa, bo zawsze marzyłam o czyms takim, ale z drugiej strony czułam się dziwnie.
- W koncu wyglądasz jak czlowiek - dodała ze śmiechem menadżerka. Potem poprowadziła mnie do pokoju, gdzie na ścianie rozłożona była ogromna płachta, a w okół niej porozkładane były jakieś dziwaczne, czarne parasole. Po środku stało kilku ludzi przestawiając co chwile urządzenia.
- Lily to jest James, zrobi ci dzisiaj kilka zdjęć - Rose przedstawiła mnie wysokiemu mężczyźnie, który na szyji miał zawieszony aparat, a po chwili uśmiechnął się promiennie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Mam nadzieje, że wyjdzie nam coś z tego.
Stanełam po środku tego wielkiego płutna nie wiedząc co mam ze soba zrobić. Fotograf widząc moje zdenerwowanie zaczął mnie instruować. Po chwili odrobinę się roluźniłam. Nawet nie wiedziałam kiedy minęła godzina, a James krzyknął, że dziękuje wszystkim za zdjęcia. Mimo tego, ze to był koniec nadal trzęsły mi się nogi. Rose podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.
- Jak na pierwszy raz nie było najgorzej - szepneła mi do ucha - powiem Ci, ze było całkiem nieźle - puściła do mnie oko i pociągnęła mnie w strone fotela, gdzie czekała Już kobieta, wyglądająca bardzo poważnie z okularami na nosie i laptopem na kolanach. Zadała mi kilka pytań. w stylu ‘’ od ilu lat grasz na skrzypcach ‘’  ''czy podoba ci się w Londynie ‘’ . Byłam szczęśliwa że to sie wszystko skończyło.  Zdenerwowana wyszłam na pole głęboko oddychając powietrzem przesiąkniętym deszczem . Chociaż przestało padać, jak sie domyślałam tylko na chwilę pogoda i tak nie była wspaniała. Po chwili menadżerka dołączyła do mnie mówiąc, ze świetnie mi poszlo i w ciągu kilku dni powinien pojawić się artukuł. Przyznam, że byłam z siebie zadowolona. Mój pierwszy wywiad i sesja zdjęciowa. Byłam jeszcze ciekawa tego artykułu, który się pojawi. Czyli dzisiaj mam dzień wolny. Żadnej próby. Musze odpocząć po tym co sie wczoraj stało, czułam się koszmarnie. Nagle w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka. Przecież Harry powiedzial, że przyjedzie po mnie o 18 tyle, ze ja nie miałam ochoty na żadne wychodzenie, a tym bardziej ze Stylesem. Wystarczy jedno slowo, jedna sytuacja, jedno głupie zachowanie,żebym zmieniła zdanie na czyjś temat. O ile po spotkaniu na kręglach Harry wydawał mi się normalnym, miłym chłopakiem to teraz słysząc jego imie wyobrażałam sobie nadętego dupka, który leci na każdą, pierwsza, lepszą napotkaną dziewczynę  Reszta chłopaków była na prawdę w porządku. Jednak o kimś zapomniałam. Zayn.

niedziela, 13 stycznia 2013

rozdział 4.


Stałam przed szafą z zapiekanką w jednej ręce i z telefonem w drugiej.
- Lena nie ekscytuj się tak to tylko zwykła mała impreza. Nawet nie mam zamiaru pić - zaśmiałam się - może się zmieniłam. Muszę lecieć, zadzwonię później - Kliknęłam czerwoną słuchawkę i odłożyłam telefon na stół. Przyjaciółka jak zwykle nie wierzyła w moją abstynencję  W głowie cały czas miałam słowa ojca ''żadnych imprez''. To będzie przecież tylko spotkanie. Tak, co ja w ogóle mowię. Odetchnęłam głęboko i zdecydowałam się na czarną marynarkę, bokserkę, zwykłe rurki  i czarne szpilki. Weszłam do łazienki  żeby zrobić makijaż i po chwili już byłam gotowa. Obiecałam sobie, że dzisiaj wieczorem nic głupiego się nie zdarzy, albo raczej, że JA nie zrobię nic, czego później będę żałować. Znając mnie i wszystkie moje imprezy na których byłam naprawdę mogło to się źle skończyć. Poprawiłam włosy, zabrałam parasol i ruszyłam do wyjścia. Miałam nadzieję, że nie będzie padać, lecz gdy tylko poczułam pierwsze krople deszczu na moim policzku pospiesznie rozłożyłam parasol.




W tym samym czasie pod drzwi hotelu podjechał czerwony, dziwnie wyglądający samochód. Okno otworzyło się i zobaczyłam Harrego wyraźnie uśmiechającego się do mnie.
 -Wsiadaj Lily - powiedział i szybko zasunął szybę. Weszłam do samochodu trzaskając drzwiami i składając parasol. - ładnie wyglądasz - rzucił Styles mierząc mnie wzrokiem. Poczułam się dziwnie słysząc coś takiego z jego ust.
- Jeszcze tylko podjedziemy do sklepu, bo Zayn zapomniał kupić gin.
- Okej - odpowiedziałam wzruszając ramionami.
- Cześć Li - podskoczyłam na krześle słysząc głos, który wydobywał się spod siedzenia. Nagle zobaczyłam Nialla, który wynurzał się spod oparcia krzesła - no co? Żelki mi się wysypały, przecież nie mogłem ich tak zostawić - dodał widząc moją przerażona minę. Po chwili zaczęłam się śmiać, a pozostała dwójka razem ze mną. Przyznam, że w ich towarzystwie czułam się dobrze, byłam wyluzowana. Po chwili znaleźliśmy się na parkingu jakiegoś wielkiego sklepu. A więc jednak mieszkam w samym centrum, bo wszędzie mam niedaleko - pomyślałam. Wysiadłam z samochodu rozkładając parasol i podążając w stronę wejścia. Po chwili dołączył do mnie Harry.
- Przybliż się do mnie trochę z tym parasolem bo nie chce, żeby mi włosy zmokły.
Nie odpowiedziałam tylko odsunęłam się na bok, na co Styles zaczął krzyczeć, podbiegł do mnie i wyrwał mi parasol z ręki. Postanowiłam nie być dłużna więc popchnęłam go, a on wpadł do kałuży mocząc sobie buty i przy okazji rozpryskując wodę wkoło siebie, tak że byłam mokra i wszędzie miałam kropelki wody.
- ZABIJĘ CIĘ - wrzasnęliśmy jednocześnie. Niall stał z boku z kapturem założonym na głowę i śledząc nasze zachowanie zaczął się śmiać. Po chwili trzymał się za brzuch nie mogąc opanować śmiechu.
- Może... może... chodźmy już do tego... sklepu - powiedział przez łzy na co ja i Harry popatrzyliśmy na siebie i poszliśmy za nim. Byłam na niego zła, ale jednocześnie strasznie chciało mi się śmiać. Po chwili nasza trójka szła obładowana zakupami do samochodu, tym razem pod jednym parasolem. Harry wyglądał przekomicznie w tych swoich napuszonych od deszczu włosach i mokrych do kostek spodniach. Otworzył bagażnik i zaczął wpakowywać zakupy do środka. Mieliśmy kupić tylko jedną rzecz, ale dzięki Niallowi wykupiliśmy połowę sklepu, chociaż Harry go zapewniał że to samo ma w domu. Kątem oka zauważyłam, że trzy dziewczyny spoglądają na Stylesa i Horana. Gdy Harry  skończył załadowywać zakupy, nawet nie wiem kiedy trzy dziewczyny znalazły się obok chłopaków. Były ładne. Bardzo ładne, chociaż wyglądały jakby makijaż nakładały szpachelką i trochę przypominały skwarki.
- Jestem Katy, a to jest Carly i Maya - dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie i zaczęła machać swoimi długimi rzęsami. Miała chyba z tonę tapety i tlenione blond włosy.  Niall spojrzał na mnie i od razu wybuchnęliśmy śmiechem. Wiedziałam, że Horan pomyślał o tym samym co ja.
- Harry, Niall i Lily - odparł niedbale Styles pokazując na nas palcem. Skrzyżował ręce na piersi i wślizgnął się pod parasol patrząc na nasze nowe koleżanki jakby na coś czekał. - więc...
- Może możemy się zabrać z wami? - zapytała jedna z nich zalotnie patrząc na Harrego. Ja i Horan znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
- Z czego się dziwko śmiejesz? - syknęła najwyższa z nich mierząc mnie wzrokiem i powoli przybliżając się do mnie. Czułam woń alkoholu. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Zwykle nie szukałam zaczepek, ani konfliktów, więc po prostu nie wiedziałam jak mam się zachować. Katy natomiast przybliżyła sie do Stylesa mówiąc mu coś na ucho i przygryzając dolną wargę. Harry tylko sie uśmiechnał, jednak nie odsunął się. Niall widocznie był tak samo zszokowany jak ja. Dziewczyna stojąca na przeciwko mnie popchnęła mnie z całej siły, tak że spadłam przy okazji lądując w kałuży. W tym samym momencie Niall podbiegł do mnie.
- Li wszystko okej? Nie złamałaś sobie czegoś? - Horan był blady. Nie mogłam się odezwać. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Bolał mnie nadgarstek. Niall widocznie  zauważył, że coś jest nie tak, bo objął mnie ramieniem i pomógł mi podnieść się z ziemi.
- Harry, idziemy - chłopak zaczął rozglądać się po parkingu. Niestety nigdzie nie było ani samochodu, ani Hazzy, ani dziewczyn. - Kurwa mać co za idiota - Niall nie wytrzymał. Wyciągnął telefon z kieszeni i jak mi sie wydawało zadzwonił do któregoś z chłopaków. Ja stałam na deszczu i po prostu płakałam. Niall podszedł do mnie i po prostu mnie przytulił, a ja zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Sama nie wiem czemu. Bolała mnie ręka, byłam cała mokra, Harrego nie było. Czułam się okropnie.
- Cii... Li nic się nie stało. - próbował mnie uspokoić jednak nic to nie dawało. Nawet nie wiem jak długo stałam tak wtulona w Horana. Nagle podjechał czarny samochód i wysiadł z niego Liam. Był wyraźnie zdenerwowany, choć starał się tego nie okazywać
- Lily pokaż rękę - głos miał nad wyraz opanowany. Podniosłam głowę patrząc na niego. Chłopak podniósł moją dłoń patrząc na nią. Głęboko odetchnął - jedziemy do szpitala - oznajmił i weszliśmy do samochodu. Liam oddał mi swoją bluzę, a ja usiadłam z tyłu razem z Niallem, który oplótł mnie ramieniem. Nadgarstek bolał mnie niemiłosiernie. Dalej nie mogłam pojąć tego co się stało.W głowie miałam milion myśli. Miałam tylko nadzieje, że nie jest skręcony, pęknięty, albo nie wiem co jeszcze. Nie wiem jak to się stało, od razu po wejściu do szpitala zabrali mnie do gabinetu na prześwietlenie. Przez cały czas chłopaki towarzyszyli mi powtarzając, że będzie dobrze. Po wybraniu zdjęcia, ruszyliśmy do gabinetu lekarza. Nikt w tym czasie nie wspomniał o Harrym. Cała się trzęsłam, nie wiedząc jakie wieści niesie ze sobą lekarz.
- Prosze usiądźcie. Liam, co się stało? - powiedział. Czyli był to jakiś jego znajomy skoro byli na Ty. Liam opowiedział mu wszystko co się stało, a po chwili doktor wyciągnął zdjęcie z koperty i powiesił je na specjalnej tablicy.
- Matt, Li jest skrzypaczką - dodał cicho Niall.
Lekarz dokładnie oglądnął zdjęcie po czym wziął w swoje dłonie mój nadgarstek.
- Mam dobrą wiadomość. Jest tylko stłuczony - odetchnęłam - jednak nie powinnaś go nadwyrężać przez jakiś tydzień. Powinno być wszystko dobrze. Zapiszę ci maść i założę  opaskę uciskową.
Podczas gdy doktor zajmował sie moją dłonią ja zastanawiałam się co powiem Rose, przecież ona mnie zabije. A Andrew? Wiem, że to niedługo - tydzień, ale jednak. Drugi dzień, a już są ze mną problemy. Zaczęłam się bać, że może odeślą mnie z powrotem do Polski, a tego bym naprawdę nie chciała.
- Dobra, zrobione - uśmiechnął sie Matt - Liam jakby coś się działo to dzwoń.
- Dziękujemy bardzo Matthew - odparł chłopak.



Siedziałam w salonie chłopaków otulona kocem. Przede mną stal kubek z herbatą, jednak jak narazie nie miałam ochoty go ruszać. Czułam się koszmarnie. Zayn palił papierosa, Lou siedział obok mnie i próbował mnie rozśmieszyć, a Liam z Niallem gdzieś zniknęli.
- Zabiję go... niech tylko wróci do domu - westchnął Liam siadając na fotelu. Niall po chwili wrócił z paczką ciastek.
- I co? - zapytał Horan z pełną buzią.
- Nie odbiera. Nie wiem co się z nim dzieje. Nie chce nawet wiedzieć co Paul z nami zrobi jak on do jutra się nie znajdzie.
- Przepraszam - powiedziałam cicho, ale jednak na tyle głośno żeby wszyscy mogli mnie usłyszeć.
- Co? - odparł Lou.
- Przepraszam, że zepsułam wam imprezę. Miało być fajnie, a wyszło no... jak wyszło. Ja wezwę taksówkę i wracam do domu.
- Li nie żartuj nawet - Horan stanął przede mną. - Siadaj. Zrobimy sobie jakiś wieczór filmowy, a Zayn zrobi nam coś dobrego - puścił do Malika oko - a Ty Lily zostajesz na noc.
- Ale...
-Nie ma żadnego ale. Zostajesz.
Wszyscy już wiedzieli co stało się pod marketem. Nadgarstek wprawdzie przestał mnie boleć, ale nadal czułam się koszmarnie. Zayn przysiadł się i pierwszy raz odezwał się do mnie, w prawdzie nie był zbyt miły  ale dobre i to. Po chwili przyszedł niosąc na tacy 5 wysokich szklanek z płynem w środku, który miał bardzo dziwny kolor. Wypiłam to bardzo szybko. Nawet moge stwierdzić, że mi smakowało.
- Specjalność Zayna - dodał Tomlison.
- Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? - westchnął Niall - Harry zabrał zakupy. A było tam tyle dobrych rzeczy... - rozmarzył się - mam nadzieje, że niczego nie zje.
Oglądaliśmy jakieś bezsensowne filmy. Po tym co się dzisiaj stało przekonałam się do Liama, Louisa i Nialla. Pozostał jeszcze Harry i Zayn. Styles nadal nie dawał znaku życia. Jak wszyscy się domyślali, pewnie zabawiał się teraz z jedną z dziewczyn. Już prawie zasypiałam trzymając głowę na oparciu sofy, gdy nagle usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Siedzący obok mnie Louis poderwał się z miejsca i poszedł w stronę drzwi, a za nim ruszył Niall z Liamem. Usłyszałam tylko  Harrego, który nie potrafił nawet sklecić zdania. Zayn wyszedł na papierosa nie chcąc tego wszystkiego słuchać. Po chwili Niall usiadł obok mnie, Liam poszedł do łazienki, a Louis na górę z Harrym. Przez chwilę było słychać ich kłótnie.
- Rzadko się to zdarza - odezwał sie Horan - zazwyczaj dogadują się dobrze. Chodź Li zaprowadzę cię do pokoju dla gości - dodał widząc, że ziewam. Podreptałam za nim na górę. Zaprowadził mnie do dużego pokoju z ogromnym łóżkiem. Położyłam się na nim, nie mając siły zupełnie na nic. Chciałam tylko zasnąć. Za dużo  wrażeń jak na jeden dzień. Zdecydowanie za dużo.
- Niall?
- Hm? - stanął w drzwiach patrząc na mnie.
- Dziękuję. Chyba zaczynam was lubić - uśmiechnęłam się. Chłopak tylko odwzajemnił mój uśmiech i wyszedł z pokoju. Czułam sie potwornie zmęczona. Analizowałam dzisiejszy dzień. Byłam ciekawa co z Harrym. Po spotkaniu na kręglach i po tej wycieczce do marketu zaczynałam powoli go lubić, jednak wystarczyła jedna głupia sytuacja, żeby moje wyobrażenie o złym Stylesie powróciło. Nawet nie wiedziałam, która jest godzina. Obróciłam się na drugi bok i zasnęłam.

komentarz = motywacja do dalszego pisania ;)

czwartek, 10 stycznia 2013

rozdział 3.


 - Umm Rose, możemy porozmawiać?
- To może wyjdźmy - zaproponowała moja menadżerka. Wyszłyśmy na zewnątrz. Na moje nieszczęście padało, więc schowałyśmy się pod dachem.
- Co się dzieje? Fajna niespodzianka?- zapytała wyraźnie podekscytowana.
- Hm...bo jest taka sprawa, w zasadzie problem ja ich chyba... nie cierpię - ostatnie zdanie wypowiedziałam podniesionym głosem. Rose wyraźnie posmutniała.
- Ale jak to? Myślałam, że się ucieszysz. Każda dziewczyna w twoim wieku chciałaby ich poznać, a co dopiero z nimi współpracować. Spodziewałam się innej reakcji.
- W tym problem, że ja nie jestem "każda dziewczyna". Nie słucham ich muzyki, nie zachwycam się jak większość lasek chłopakami z zespołu. Uważam, że daleko zaszli i za to ich podziwiam, ale ja po prostu nie lubię takich chłopaków. Oni są no...
- Może lepiej nie dokańczaj - ucięła Rose - nie nastawiaj się tak. Nie znasz ich, nie znasz ich muzyki, więc ich nie oceniaj. Może najpierw postaraj się ich poznać, a później wyrażaj swoje zdanie?
- Myślisz, że to jest takie łatwe niby?
- Lily wytłumacz mi co w tym jest trudnego? Po prostu traktuj ich jak zwykłych ludzi ,a najlepiej zapomnij o tym co myślałaś o nich wcześniej. Koniec rozmowy. Musisz sobie poradzić. Teraz wracamy do środka, a ty będziesz dla nich miła.
- Ale no...
- Powiedziałam koniec. A teraz obiecaj, że dasz im szansę i chociaż spróbujesz ich polubić.
- Obiecuję - jęknęłam.
No świetnie. Jestem skazana na chłopaków, których nie darzę sympatia. Dobra wdech, wydech. Ciągnąc nogami weszłam do środka i usiadłam na wolnym krześle obok chłopaka z blond włosami, który właśnie jadł czekoladę.
- Chcesz trochę?
- Nie, dzięki - odpowiedziałam sucho i natychmiast poczułam wzrok Rose na sobie. Chłopak z czarnymi włosami rozmawiał ze swoim, jak się domyśliłam, menadżerem. Reszta śmiała się i wygłupiała w najlepsze. Potem Andrew uciszył wszystkich i zaczął omawiać warunki naszej współpracy. Jutro z samego rana miałam wejście do studia sama, a później mieli dołączyć do mnie chłopaki. Cudownie. Na koniec Rose oznajmiła, że w ramach zapoznania się mamy dzisiaj zarezerwowane wejście na kręgielnie. Mimo moich licznych protestów, że nie umiem grać musiałam iść. Po skończonym spotkaniu wszyscy się rozeszli, a ja miałam ochotę zabić moją menadżerkę.

Zjadłam szybki obiad w hotelu i powoli zaczęłam się przygotowywać na spotkanie. Zadzwoniłam jeszcze do taty, a później do Leny. Powiedziałam jej o dzisiejszej sytuacji. Po tym jak skończyła piszczeć stwierdziła, że jestem głupia, bo ona nigdy by nie zmarnowała takiej szansy - tak, wielka fanka One Direction. Nie specjalnie mnie tym pocieszyła, jednak później zapewniała mnie, że oni pewnie nie są tacy źli jak mi się wydaje.
Weszłam do kręgielni poinstruowana przez Andrewa i Rose, którzy w tym czasie pojechali załatwiać jakieś papierkowe sprawy. Chłopcy już tam byli i nie byłam zbytnio zadowolona tym faktem. W głębi duszy miałam jednak nadzieję, że nie przyjdą, że wypadnie im jakiś wywiad czy inna bardzo ważna rzecz, która uniemożliwiłaby im przyjście. Jednak nie. Jak zwykle miałam pecha.
- Cześć po raz drugi. Jestem Niall - powiedział blondyn uśmiechając się do mnie.
- Cześć - mruknęłam i zaczęłam przebierać buty. Zupełnie sobie tego nie wyobrażałam.
- Miło mi cię poznać. To reszta zespołu : Harry, Liam, Zayn i Louis. – blondyn zaczął po kolei wskazywać palcem na chłopców.
- Mi również – wymamrotałam i wymusiłam uśmiech. Odeszłam od Nialla i usiadłam na kanapie. Ta cała atmosfera wydawała mi się taka sztuczna, nie czułam się pewnie w ich towarzystwie. Starałam się rozluźnić. Przecież Lena mówiła, że na pewno nie będzie tak źle jak mogłoby się wydawać. Oby miała racje. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Harrego.
- Dlaczego nie grasz z nami? Coś się stało? – spytał. Muszę przyznać, że nigdy nie widziałam tak zielonych oczu.
- Nie potrafię grać w kręgle, nigdy wcześniej tego nie robiłam. – czułam jak moje policzki zmieniają barwę na czerwoną.
- W czym problem? Chodź szybko, zaraz pokażę ci jak to robić. Uwierz mi, że to nic trudnego. – Harry zaczął mnie namawiać. Na początku stwierdziłam, że nie chcę robić z siebie pośmiewiska i nie mam ochoty rozmawiać z nim, ale po chwili doszłam do wniosku, że kiedyś musi być ten pierwszy raz. Po kilku minutach staliśmy przed torem. Harry odpowiednio ułożył w mojej ręce kulę i wydał następne polecenie. Czułam, że wzrok Liama, Zayna, Nialla i Louisa jest skupiony tylko na mnie i na Harrym.
- Teraz wystarczy abyś użyła trochę siły i po prostu się zamachnęła – mówiąc to, wyszczerzył się. Rzuciłam kulą i zbiłam aż osiem kręgli. Byłam w szoku.
- Nie mów mi, że nigdy w to nie grałaś. To był wkręt, tak? – chłopak zaczął się śmiać, a jednocześnie patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Nie! Przysięgam, nigdy tego nie robiłam.
W tle słyszałam tylko jak Niall, Liam i Louis głośno bili mi brawa. Tylko chłopak w czarnej czuprynie siedział cicho ze wzrokiem skierowanym w ziemie.
 - To co? Teraz chyba czas na jedzenie, no nie? – Niall spojrzał na wszystkich z wielką prośbą w oczach. – Umieram z głodu.
- A  ty jak zwykle o jedzeniu. – odezwał się Liam. Przyznam, że strasznie podobał mi się jego głos, był taki inny.
- Ja też z chęcią bym coś zjadł. – wykrzyczał Louis, a po chwili dołączył do niego Zayn i Harry. Chłopcy zaczęli nawzajem się przekrzykiwać, a ja nic z tego nie rozumiałam. Minęło 20 minut, a oni dopiero zdecydowali się na pizzę
- Lily, a ty na co masz ochotę? – spytał się Louis. Wow. W końcu  ktoś sobie przypomniał, że też tam jestem.
- Mi wszystko jedno, nie jestem aż tak bardzo głodna, mogę zjeść kawałek pizzy od któregoś z was – chyba pierwszy raz tego  wieczoru szczerze się uśmiechnęłam. Po godzinie wszyscy byli już najedzeni. Lena miała rację, nie było tak źle jak myślałam.Te kilka godzin spędzonych z nimi, pozwoliło mi chociaż częściowo zmienić zdanie na ich temat. Doszłam do wniosku, że naprawdę zachowują się jak zwykli nastolatkowie, mogłabym powiedzieć, że tak jak ludzie z mojego otoczenia. Są bardzo sympatyczni, no i nie ma co się oszukiwać, ale każdy z nich ma w sobie coś takiego, co przykułoby uwagę każdej dziewczyny. Jednak ze mną nie będzie tak łatwo.


Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk dzwonka. Nerwowo zaczęłam szukać telefonu. Na wyświetlaczu migało ''Lena''.
- Nie za wcześnie? - wymruczałam. Nawet nie wiem czy mnie usłyszała, bo mówiłam przez zaciśnięte zęby.
- Jest 10. Jak było wczo...
- Która jest godzina? - krzyknęłam do telefonu i zerwałam się z łóżka - ja zadzwonię później - powiedziałam szybko i wcisnęłam czerwoną słuchawkę. W ekspresowym tempie wzięłam prysznic i ubrałam się. Super. Wyjdę bez śniadania. Zabrałam jeszcze skrzypce i pospiesznie ruszyłam do windy. W holu czekała już na mnie Rose. Była 10:30. Spóźniłam się 15 minut.
- Przepraszam, naprawdę przepraszam. Zapomniałam nastawić budzik.
- Dobrze, że w ogóle przyszłaś - uśmiechnęła się  Czyli jednak nie była zła. - Chodźmy. Taksówka już czeka. Opowiesz mi wszystko o wczorajszym wieczorze po drodze.
Dziewczynie widocznie poprawił się humor, gdy jej oznajmiłam, że jednak nie było tak źle, jak sie spodziewałam. Okazało się, że jutro mam jakiś mini wywiad do jednej z gazet poświęconych muzyce. Byłam w szoku, że to wszystko dzieje się tak szybko. Byłam też wdzięczna Rose, że potrafi tak to zorganizować. Weszłam do studia, o mało co nie wybijając sobie zębów potykając się o próg. Zaczęłam rozpakowywać skrzypce. Jakiś mężczyzna podszedł do mnie wręczając mi nuty. Miałam 3 godziny na rozczytanie i przećwiczenie. Wolałam zacząć od razu. Rose siedziała cały czas przy mnie, słuchając mnie jednocześnie przeglądając internet. Te trzy godziny minęły mi zadziwiająco szybko. Nawet nie wiem, kiedy menadżerka powiedziała, że za 5 minut dojdą do mnie chłopcy. Postanowiłam trochę odetchnąć od skrzypiec, więc położyłam je w futerale. Przyznam, że nie szło mi tak źle jak się spodziewałam. Ledwo usiadłam na fotelu i zjawili się oni.
- Siemanko Lily- przywitał się ze mną Louis. - Jak ci minęła pierwsza noc?
- Całkiem dobrze oprócz tego, że zaspałam.
- Pamiętam - chłopak zaczął się śmiać - jak zaspaliśmy na nasz pierwszy koncert. Pamiętasz Harry? To wszystko twoja wina - przestał się śmiać i popatrzył na Harrego szczypiąc go w policzek.
- Lou to boli, przestań - fuknął Styles i położył głowę na kolanach Tomlinsona. Nie wiedziałam czemu wszyscy byli jacyś tacy przymuleni. Zayn stał w kącie i palił papierosa, chociaż na drzwiach wisiał znak zakazu. Do nikogo się nie odzywał. Po chwili do studia wpadł wysoki mężczyzna. - Paul.
-Chłopaki bierzemy się do pracy - powiedział patrząc po kolei na każdego, jednak z ich strony nie było żadnej reakcji.
- ZAYN TU NIE WOLNO PALIĆ - krzyknął patrząc w stronę Malika - zgaś to w tej chwili.
Jednak chłopak nie miał zamiaru spełnić jego prośby tylko odpalił następnego papierosa.
 - Co się z wami dzieje? - powiedział siadając na fotelu i rozkładając ręce - Jak wy się zachowujecie?Wiedzieliście, że mamy dzisiaj próbę to po co wczoraj imprezowaliście? Ja nie mam do was siły.
- Paul naprawdę przepraszamy, to był ostatni raz, naprawdę.
- Liam przestań, ile razy ja to już słyszałem!
Czyli już wszystko wiem. Po tym jak ja wróciłam do hotelu oni musieli iść na jakąś imprezę.
- Dobra chłopaki - Liam wstał i podszedł do Harrego wyciągając do niego rękę - musimy się ogarnąć. No dalej. - Po tych słowach Louis, Harry i Niall bez słowa podnieśli się z miejsc. Taak, czyli już wiem kto się w zespole najbardziej liczy. Jednak Zayn nie ruszył się nawet o milimetr uważnie patrząc na Payna.
- Hm... Liam możemy pogadać? - odezwał się w końcu przyciszonym głosem. Chłopak nie odezwał się tylko ruszył za przyjacielem w stronę wyjścia.
- ZAYN, LIAM WRACAJCIE! - krzyknął Paul, jednak oni już go nie słyszeli. Ja z resztą chłopców ruszyłam do pokoju, gdzie miała odbyć sie nasza próba, czy jak to można było nazwać. Zauważyłam, że każdy miał już swoje ulubione miejsce. Niall usiadł na stołku gitarą w ręce, Louis na krześle kładąc nogi na stole, a Harry wziął krzesło i przysunął je bliżej Tomlinsona. Paul z Rose usiedli przy stoliku otwierając swoje laptopy, a ja zabrałam z sofy poduszkę, położyłam ją na podłodze i usiadłam na niej trzymając skrzypce w rękach. Po chwili przyłączył się do nas Liam, który trzymał rękę na ramieniu Zayna. Mówił mu coś do ucha poklepując go po plecach i nerwowo spoglądając na Harrego. Wzrok każdego przeniósł się na tą dwójkę.
- To ja mam tutaj swoją partie - odezwał się w końcu Niall przerywając niezręczną cisze - a wy musicie jeszcze rozpisać swoje głosy i dołożyć do tego Lily.
Próba rozpoczęła się na dobre. Po chwili wszyscy śmiali się i żartowali przy okazji ćwicząc poszczególne części piosenki. Louis usiadł obok mnie i pomógł napisać moje nuty, bo ja jakoś nie mogłam się do nich dograć. Za chwilę miałam już napisany utwór pod moje skrzypce. Przyznam, że dobrze się bawiłam, chociaż tak na prawdę nie przygotowaliśmy dobrze nawet pół utworu. Podczas tego czasu zauważyłam, że oni są dla siebie jak bracia. W całym swoim życiu nie widziałam tak zgranej paczki przyjaciół. Chociaż każdy z nich miał inny charakter i różnili się od siebie, byli sobie naprawdę bliscy. Widziałam jak dobrze się dogadywali.



- Głodny jestem - jęknął Niall - nie jadłem od trzech godzin. - chłopak zaczął powoli podnosić się ze swojego miejsca, przy okazji potykając się o kable i z komicznym wyrazem twarzy spadł na ziemie. Cała piątka wybuchnęła śmiechem, wraz z poszkodowanym .Liam podszedł do Horana i nie mogą przestać się śmiać wyciągnął do niego rękę. Ten natychmiast złapał ją i pociągnął chłopaka na ziemię. Po chwili dołączyli do nich Harry i Louis robiąc  '' kanapkę '' .  Tylko Zayn siedział na fotelu kiwając się w przód i w tył.
 - Dobra, a więc.. - Harry wstał otrzepując swoje kolana z kurzu i poprawił swoje włosy  - co powiedzielibyście na... - tutaj ściszył głos - małą kameralną imprezę u nas, na cześć naszej współpracy z Lily? Tylko nasza piątka.
- Harry nie ma takiej możliwości nawet - przerwał mu Liam - Paul się wścieknie
- Paul nie musi wiedzieć - Niall dołączył do rozmowy przewracając oczami. - czyli kto jest za?
Ręce czterech chłopaków poszybowały w górę.
- No Liam, przestań - fuknął Zayn .
Payn popatrzył na niego i podniósł rękę do góry
- Dziękuje - odparł . Fajnie gdyby ktokolwiek spytał mnie o zdanie. Z resztą i tak nie miałam ochoty nigdzie dzisiaj wychodzić.
- Li, przyjadę po ciebie o ósmej - oznajmił Harry uśmiechając się.
- Czy ja powiedziałam, że się zgadzam ? - odparłam - chciałam iść dzisiaj rozejrzeć się po Londynie. Może kiedy indziej, przepraszam. - Wstałam z miejsca, gdy poczułam, że kogoś dłoń chwyta mnie za nadgarstek. Spojrzałam w dół - Niall
- Lily nie daj sie prosić. Chociaż na chwilkę. W końcu to na twoją cześć. Zamówimy coś dobrego - blondyn zaśmiał się odsłaniając swój aparat. - Jak będziesz chciała to odwieziemy cię wcześniej do domu.
Popatrzyłam na Rose na co ona kiwnęła mi głową. Czyli miałam jej pozwolenie. Ale jutro jest mój pierwszy wywiad. Zupełnie o nim zapomniałam. Przecież musze się przygotować, chociaż nawet nie wiem jak. Z drugiej strony miałam dać im szanse.
- Będę czekać o ósmej - powiedziałam i wyszłam ze studia.

komentarz = motywacja do dalszego pisania ;)
No to 3 rozdział za nami.

sobota, 5 stycznia 2013

rozdział 2 .


Rano obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi i spokojne powitanie ojca, tak jakby nie było wczorajszego dnia. Jednak ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić. Byłam świadoma, że właśnie straciłam największą szansę w życiu. Odwróciłam się w stronę ściany byle by tylko na niego nie spojrzeć.
- Li, masz może tą wizytówkę tego Andrewa, bo gdzieś swoją zgubiłem?
- Po co ci? - warknęłam nie odrywając wzroku od ściany, jednak on mi nie odpowiedział - leży na biurku. Usłyszałam jak zabiera pomiętą wizytówkę z blatu i kuca obok mojego łóżka kładąc rękę na moim ramieniu.
- Lily porozmawiaj ze mną - zero reakcji z mojej strony - Lily popatrz na mnie. -
Niechętnie przewróciłam się na drugi bok, nadal na niego nie patrząc. Wciąż byłam na niego zła.
- Przepraszam, że się tak wczoraj zachowałem, ale musisz mnie zrozumieć. Londyn to nie jest godzina drogi...
- Własnie że jest, samolotem - prychnęłam.
- Nie przerywaj mi - poprosił - Ty masz dopiero 17 lat. Kamil już jest prawie dorosły.
A ja nie chce żeby moja mała córeczka wyjechała gdzieś daleko. Mam tylko was. Wiem, że bardzo ci na tym zależy, że to jest twoja szansa, ale zrozum mnie.
- Nie zrozumiem. Nigdy.
- Prosiłem cię, posłuchaj. Wiedziałem, że ten moment kiedyś nadejdzie, ale nie spodziewałem siż że to nastąpi tak szybko. Masz w sobie wielki talent i potencjał i wiem że nie możesz tego zmarnować. Chcę żeby moje dzieci były szczęśliwe, więc jeśli jesteś dalej zainteresowana tym Londynem - powoli podnosiłam się z pozycji leżącej - to chyba muszę ci pozwolić na spełnianie marzeń. Choć mówię to z ciężkim sercem  i nie wyobrażam sobie jak to będzie bez ciebie, to masz moją zgodę. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zakręciło mi sie w głowie, zaczęłam piszczeć i rzuciłam się na tatę ze łzami w oczach.
- Naprawdę? -  wyszlochałam w jego ramię. Tym razem płakałam ze szczęścia.
- Naprawdę. Tylko mam kilka warunków - powiedział delikatnie odsuwając mnie od siebie - będziesz musiała mi obiecać, że nie zawalisz nauki, nie będziesz imprezować, nie zapomnisz o nas, i będziesz odwiedzała jak najczęściej sie da. Ja też będę do ciebie przyjeżdżał o ile tylko praca mi na to pozwoli i będziesz też dzwoniła jak najczęściej . Wiem, że może nie zachowuję się w tym momencie jak rozsądny ojciec puszczając siedemnastolatkę samą do wielkiego miasta, ale ufam ci i wiem, że sobie poradzisz. Twoja
mama na pewno by tego chciała, poza tym przydałoby się żebyś odwiedziła miejsce swojego urodzenia - siedziałam ze łzami w oczach nie wiedząc co mam powiedzieć.
- Dziękuję - to było wszystko co mogłam wymyślić w tym momencie.
- Nie ma za co - przytulił mnie do siebie i wyciągnął telefon - to dzwonimy?
Po chwili wrócił wyraźnie zadowolony z siebie. Oznajmił, że Andrew będzie u nas za około godzinę, żeby ustalić szczegóły mojego wyjazdu i podpisać jakąś umowę. Wstałam z łóżka mijając sie w drzwiach do łazienki z bratem. Uśmiechnęłam się do niego i wyszeptałam bezgłośne ''dziękuje'', bo wiedziałam, że w tym że tata zdecydował się mnie puścić była też jego zasługa, a on jak zwykle poczochrał mi włosy. Stanęłam przed lustrem w łazience, uśmiechając się do odbicia. Byłam szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy. Przepełniała mnie radość. Wiedziałam, że zaczyna się nowe życie, że będzie już tylko lepiej. Cieszyłam się na ten wyjazd i już nie mogłam się doczekać momentu, w którym wejdę do studia i będę robić to co kocham. Oczywiście, że będę tęskniła za rodziną, a w zasadzie tylko za tatą i Kamilem, bo tylko ich mam, ale przecież jest skype, są telefony i  będziemy się odwiedzać, więc nie powinno być źle. Wzięłam szybki prysznic i z uśmiechem na ustach zaczęłam suszyć włosy. Związałam je w luźnego kucyka, zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedział tata, z okularami na nosie wpatrując się w ekran laptopa. Na stole stał kubek, ze świeżo zrobioną kawą, ktorej zapach roznosił się po całym domu. Usiadłam na krześle biorąc ciepły kubek do rąk.
- Gdzie Kamil?
- Wyszedł przed chwilą, miał jakąś ważną sprawę do załatwienia. - odpowiedział mi tata. Ściągnął okulary i zaczął uważnie mi sie przyglądać - już za tobą tęsknie - westchnął.
- Tato, ja też będę tęsknić - dodałam przy okazji parząc sobie język. Spojrzałam na zegarek, było kilka minut po dwunastej. Na dzisiaj nie miałam żadnych planów, oprócz spotkania z Andrewem. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się i pobieglam otworzyć. Zobaczyłam w nich mężczyznę.
- Cześć Lily - przywitał się i wszedł do domu.
Usiedliśmy wszyscy przy stole w kuchni. Andrew położył na stole stos papierów zawierających - jak się domyślałam - treść umowy. Okazało się, że muszę wylecieć jak najszybciej. Jak najszybciej czyli jutro. Nie powiem, byłam przerażona, ale stwierdziłam, że dam radę. W końcu będę spełniać swoje marzenia. Płyta miała wyjść na przełomie września i października. Czyli miałam pół roku. W czasie tego, miałam mieć zapewnione mieszkanie, menadżera, opiekę, wyżywienie, promocję płyty, koncerty, wywiady i inne podobne rzeczy. Łowca talentów, jak ja go sobie w myślach nazywałam, powiedział, że w ramach promocji mojej płyty, i tego, żebym coś osiągnęła, nagram instrumental do piosenek jednego z zespołów, bo akurat kogoś takiego jak ja potrzebują. Byłam bardzo podekscytowana tym faktem, bo zawsze marzyłam o czymś takim. Mieszkać miałam w prawie samym centrum Londynu, blisko studia. Wylot miałam jutro z samego rana. Na samą myśl w brzuchu czułam motylki. Naprawdę się cieszyłam. Po uważnym przeczytaniu kontraktu przez mojego ojca złożyliśmy podpisy, a tata wyraził zgodę na mój wylot. Spotkanie trwało półtorej godziny. Andrew zapewniał mojego tate, że sie mną zaopiekuje, że nic złego mi się nie stanie. Mężczyzna w końcu się pożegnał i wyszedł z domu. Przytuliłam mocno ojca i pobiegłam na górę, żeby się spakować. Wyciągnęłam ogromną torbę na kółkach zza szafy. Zbyt wielu rzeczy nie miałam, ale postanowiłam, że zakupy zrobię w Londynie, oczywiście jak tata da mi jakieś kieszonkowe. Spakowałam ubrania, laptopa, kosmetyki i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Zadzwoniłam do Leny czy nie mogłybyśmy się spotkać. Zgodziła się, więc po kilkunastu minutach byłam już w wyznaczonym miejscu. Gdy tylko zobaczyłam przyjaciółkę, rzuciłam jej się w ramiona.
- Ej ej Li, co jest? Nigdy mnie tak nie witałaś. -  zaśmiała sie przyjaciółka, pokazując szereg śnieżnobiałych zębów. ''Boże jak ja będę za nią tęsknić'' - pomyślałam.
- Muszę Ci cos powiedzieć. Wyjeżdżam.
- CO?! - Lena krzyknęła. - przecież podobno tata Ci nie pozwolił.
- Bo nie pozwolił, ale zmienił zdanie. To moja szansa, musze wyjechać. Tylko pół roku. Będziesz mnie odwiedzać, obiecuję, że osobiście kupię ci bilet. Zawsze będziesz najlepsza i nigdy nie znajde lepszej przyjaciółki od ciebie. Będę codzienne dzwonić.
- Obiecujesz? - zapytała ze łzami w oczach.
- Obiecuję.

Wróciłam do domu. Usiadłam na sofie włączając telewizor. Po chwili przysiadł się do mnie Kamil.
- Będę tęsknił za tobą, debilko.
- Tą debilkę mogłeś sobie darować - zaśmiałam się. - Tata ci powiedział?
- A kto by inny. Dasz sobie radę tam, tak sama? Nie potrzeba ci kogoś, kto by cie przypilnował? Żebyś nie wpadła w jakiś wir imprez. - Zrobił głupią minę i pstryknął mnie w nos.
- Nie jestem tobą - uszczypałam go w ramie i podniosłam się z łóżka, rzucając mu przy okazji pilota. Weszłam na górę sprawdzając po raz któryś czy wszystko zapakowałam. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiło się ciemno. Wzięłam jeszcze wieczorny prysznic, umyłam zęby i położyłam sie do łóżka. Wiedziałam że szybko nie zasnę, ale musiałam chociaż spróbować. Andrew miał przyjechać po mnie o 8, więc musiałam wstać przynajmniej godzinę wcześniej. Myślałam jak to będzie, gdy wyjadę. Jak tu będzie beze mnie. Czy
tata sobie poradzi? Przecież on nawet nie potrafi ugotować zupy. Uśmiechnęłam się do siebie przypominając sobie moment, w którym tata zaczadził całe mieszkanie, gotując właśnie tę nieszczęsną zupę. Jutro na sześć miesięcy miałam opuścić to miejsce. Wbrew pozorom nie było to dla mnie takie łatwe.

Z perspektywy Roberta - ojca Lily.

Właśnie patrzyłem jak moja mała córeczka, która jeszcze niedawno bawiła sie lalkami i siadała mi na kolanach, mówiąc że jestem najlepszym tatą na świecie, żegna się ze swoją przyjaciółka i bratem lecąc jak to ona nazywała ''spełniać marzenia'. Bałem się o nią. Sam nawet nie mogę wyrazić tego, jak bardzo. Nie chciałem, żeby opuściła dom. Ona jest taka młoda. Wiedziałem, że muszę dać jej szanse, że muszę jej pozwolić na ten wyjazd. Wiedziała, że gdy tylko coś byłoby nie tak, ma wracać. Chociaż wiem, że ona tego
nie zrobi, bo jest uparta i zawsze dąży do tego co sobie postanowiła. Patrzę na kopie mojej żony, która płacze i uśmiecha się jednocześnie. Emily była przepiękną kobietą. Poznałem ją, gdy byłem na przeglądzie z z zespołem do którego należałem w tamtym czasie. Emily śpiewała w konkurencyjnym. Od razu przyciągnęły mnie jej błękitne oczy i ten uśmiech, za który byłem gotów oddać wszystko. Potem wszystko potoczyło sie tak szybko. Urodził się Kamil, a później Lily. Emily pochodziła z Angli, ja byłem Polakiem. Lily -  takie imię wybrała córce moja żona. Moore - nazwisko mimo wszystko miała po mnie. Mój ojciec pochodził z Wielkiej Brytanii. Gdy Emily odeszła myślałem, że sobie nie poradzę. Dzięki dzieciom jestem tu gdzie jestem. Gdyby nie oni naprawdę nie wiem co by ze mną było. Mimo tego, że Lily miała zaledwie 10 lat, a Kamil 12 okazali się dla mnie ogromnym wsparciem, chociaż dla nich było to jeszcze trudniejsze niż dla mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos córki.
- Tato będę za tobą tęsknić - wyszlochała i rzuciła mi się w ramiona. Głaskałem ja po głowie i przytulałem do siebie, żeby ostatni raz poczuć jej zapach i zapamiętać go do następnego spotkania. Nie chciałem jej puścić. Nie chciałem jej stracić. Wiedziałem, że następnym razem będzie już inaczej. Nie będzie moją małą Li. Pojedyncza łza kapnęła na mój policzek, jednak szybko ją otarłem. Nie wiedziałem ze pożegnania są takie trudne.
- Lily, musimy juz iść - usłyszałem głos Andrewa, przywołujący Lily do siebie. Córka niechętnie oderwała sie ode mnie. Zabrała torbę i swoją najcenniejszą rzecz - skrzypce - i stanęła obok Andrewa. Ostatni raz uściskała przyjaciółkę i Kamila. Była wyraźnie szczęśliwa chociaż zapłakana.
- Kocham Was - krzyknęła odchodząc i po chwili zniknęła w bramce prowadzącej na odprawę. Już zaczynałem za nią tęsknić.


Z perspektywy Lily.

Siedziałam w samolocie obok Andrewa. Wypytywałam go o najdrobniejsze szczegóły dotyczące Londynu, studia, mojego miejsca zamieszkania, sypialni i innych mało ważnych rzeczy. Jednak Andrew nie chciał mi powiedzieć dla jakiego zespołu mam nagrać instrumental. Dziwiło mnie to i to bardzo. Plan był taki, że na lotnisku miała czekać na mnie moja własna menadżerka i razem z Adrewem mieliśmy pojechać do mojego nowego mieszkania. Miałam mieć chwile czasu na przebranie się i odpoczynek po podroży, a później mieliśmy jechać do studia żebym poznała zespół i jak to nazwał Dash ''zaprzyjaźnić'' się ze studiem, bo w końcu tam będę najczęściej przebywać w najbliższym czasie. Podróż minęła mi nadzwyczaj szybko, może dlatego, że pierwszy raz leciałam samolotem i zachwycałam się widokami, które mogłam podziwiać przez malutkie okno w samolocie. Wylądowaliśmy. Na zewnątrz padał deszcz i wiał wiatr. Założyłam kaptur i wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić do taty. Wyszliśmy przed lotnisko. Machała do nas młodziutka dziewczyna, na oko po dwudziestce. Miała czarne, krótkie włosy, była strasznie drobna i miała bardzo pogodną twarz. Wyglądała na miłą osobę.
- Lily poznaj Rose, twoją nową menadżerkę. Od dzisiaj ona będzie zajmowała się twoją karierą i przy okazji tobą, bo jesteś jeszcze niepełnoletnia. Rose to jest Lily - Andrew przedstawił nas sobie, a dziewczyna podała mi rękę uśmiechając się do mnie promiennie - mam nadzieję, że będziecie sie dogadywać - dodał jeszcze. - A teraz chodźmy. Taksówka czeka.
Jechaliśmy przez centrum samego Londynu. To miasto tętniło życiem. Podobało mi się to. Dojechaliśmy na miejsce. Zobaczyłam wysoki budynek, mogłabym nawet powiedzieć, że wieżowiec z mnóstwem okien i ogromnymi drzwiami. Andrew zabrał moje torby z bagażnika taksówki  i ruszył w strone wejścia budynku, a ja posłusznie wraz z Rose szłam za nim. Znaleźliśmy się w ogromnym holu. Po prawej stronie znajdowała się
ogromna, czerwona kanapa, na podłodze leżał dywan w jakieś przedziwne wzorki, a na suficie wisiał przepiękny, szklany żyrandol. Podeszliśmy do recepcji, znajdującej sie w samym centrum pomieszczenia. Recepcjonistka uśmiechała się do nas zza kontuaru.
- Rezerwowałem pokoje na nazwisko Dash.
Kobieta zaczęła klikać coś w komputerze, a po chwili podała mu karty do pokoi.
- Pokój 203 i 204 - oznajmiła, a my ruszyliśmy do windy.
- Lily, teraz zostawiam cię z Rose. Przyjadę po was za niecałą godzinę i pojedziemy do studia. Gdyby coś sie działo, dzwoń.
Andrew stał przed windą, dopóki się nie zamknęła.
- Od dawna jesteś menadżerką? Wyglądasz dość młodo. - zagadnęłam.
- Odkąd skończyłam studia, czyli od roku. Mam 25 lat.Wiem, że nie jestem może za bardzo doświadczona, ale myślę, że jakoś sobie poradzimy - dziewczyna posłała mi uśmiech.
- Będzie fajnie - zaśmiałam się, a po chwili drzwi windy rozsunęły się i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Położyłam ciężką torbę obok drzwi, a sama rzuciłam się na łóżko, nawet nie ściągając butów. Byłam zmęczona podróżą, a jednocześnie bardzo szczęśliwa. Czyli będę mieszkać przez najbliższe pół roku w hotelu. Hotelu, ale nie byle jakim. Można powiedzieć, że miałam mały apartament. Zaczęłam rozglądać sie po mieszkaniu. Ściany w sypialni były kremowe. Zaglądnęłam do szafy. Była zdecydowanie za duża, jak na ubrania, które ze sobą przywiozłam. Przeszłam do kuchni. Nie była ona za duża, ale to i lepiej, bo pewnie
i tak nie będę miała czasu na żadne gotowanie. Salon był przestronny, z wielkim oknem. Widok miałam nieziemski. Już zastanawiałam się jak to będzie wyglądać w nocy. Stwierdziłam, że musze wziąć szybki prysznic i poprawić, a w zasadzie zrobić makijaż, żeby sie chociaż trochę odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Już po chwili czułam się jak nowo narodzona. Zrobiłam jeszcze zdjęcie, aby później wysłać je do Leny.




Usiadłam na łóżku zastanawiając się z jakiej to okazji mieszkam w tak luksusowym jak dla mnie miejscu, skoro jestem tylko zwykłą skrzypaczką. Nie miałam ochoty jednak dłużej sie nad tym zastanawiać. Postawnowiłam się cieszyć tym co mam, bo jeszcze bym doszła do jakichś przerażających wniosków. Ułożyłam swoje rzeczy w szafie i postanowiłam zadzwonić do taty, żeby podzielić się z nim wrażeniami. Wydawało mi się, że on też jest szczęśliwy, słysząc mój zadowolony i przejęty głos. Rozpakowałam skrzypce i położyłam je w centralnym miejscu salonu.
Zauważyłam też pulpit*. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i do pomieszczenia weszła Rose. Usiadła obok mnie po turecku.
- I jak ci się podoba?
- Straaasznie. Nigdy nie mieszkałam w takim miejscu. Nawet mam pulpit - powiedziałam zadowolona.
- Moja zasługa - zaśmiała się. Zaczyna się dobrze, widać, że wie czym się zajmuje - będziemy pewnie musiały sie zbierać, bo Andrew zaraz po nas przyjedzie. Jesteś ciekawa jaki to zespół?
- Strasznie. Już sie nie mogę doczekać.
- Mam nadzieje, że Ci sie spodoba i sie polubicie, bo chcąc nie chcąc będziesz musiała spędzić z nimi trochę czasu, nagrywając instrumental. Dobra, wychodzimy - powiedziała zerkając na swój telefon. Przed hotelem czekał już na nas Andrew. Rzeczywiście tak jak mowił, studio znajdowało się niedaleko hotelu. Wysiadłam z samochodu czując podekscytowanie, a zarazem strach. Nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się co to za zespół. Weszliśmy do środka.
- Lily usiądź, chłopaki powinni zaraz dotrzeć - polecił.
Ze zdenerwowania przegryzałam dolną wargę. ''Do tego chłopaki'' - pomyślałam.
Dało sie słyszeć głośne rozmowy i śmiech, a po chwili do pomieszczenia weszło pięciu chłopaków.
- Li, poznaj One Direction. To jest Harry, Liam, Louis, Zayn i Niall - przedstawił nas sobie Andrew. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaczerpnęłam głośno powietrza i spojrzałam wściekłym wzrokiem na Rose.



* pulpit - to jest takie coś, gdzie kładzie sie nuty, jakby ktoś nie wiedział ;)
http://www.4-dj.pl/galerie/n/np-2_1230.jpg - o takie coś.




komentarz = motywacja do dalszego pisania . ;)