sobota, 5 stycznia 2013

rozdział 2 .


Rano obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi i spokojne powitanie ojca, tak jakby nie było wczorajszego dnia. Jednak ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić. Byłam świadoma, że właśnie straciłam największą szansę w życiu. Odwróciłam się w stronę ściany byle by tylko na niego nie spojrzeć.
- Li, masz może tą wizytówkę tego Andrewa, bo gdzieś swoją zgubiłem?
- Po co ci? - warknęłam nie odrywając wzroku od ściany, jednak on mi nie odpowiedział - leży na biurku. Usłyszałam jak zabiera pomiętą wizytówkę z blatu i kuca obok mojego łóżka kładąc rękę na moim ramieniu.
- Lily porozmawiaj ze mną - zero reakcji z mojej strony - Lily popatrz na mnie. -
Niechętnie przewróciłam się na drugi bok, nadal na niego nie patrząc. Wciąż byłam na niego zła.
- Przepraszam, że się tak wczoraj zachowałem, ale musisz mnie zrozumieć. Londyn to nie jest godzina drogi...
- Własnie że jest, samolotem - prychnęłam.
- Nie przerywaj mi - poprosił - Ty masz dopiero 17 lat. Kamil już jest prawie dorosły.
A ja nie chce żeby moja mała córeczka wyjechała gdzieś daleko. Mam tylko was. Wiem, że bardzo ci na tym zależy, że to jest twoja szansa, ale zrozum mnie.
- Nie zrozumiem. Nigdy.
- Prosiłem cię, posłuchaj. Wiedziałem, że ten moment kiedyś nadejdzie, ale nie spodziewałem siż że to nastąpi tak szybko. Masz w sobie wielki talent i potencjał i wiem że nie możesz tego zmarnować. Chcę żeby moje dzieci były szczęśliwe, więc jeśli jesteś dalej zainteresowana tym Londynem - powoli podnosiłam się z pozycji leżącej - to chyba muszę ci pozwolić na spełnianie marzeń. Choć mówię to z ciężkim sercem  i nie wyobrażam sobie jak to będzie bez ciebie, to masz moją zgodę. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zakręciło mi sie w głowie, zaczęłam piszczeć i rzuciłam się na tatę ze łzami w oczach.
- Naprawdę? -  wyszlochałam w jego ramię. Tym razem płakałam ze szczęścia.
- Naprawdę. Tylko mam kilka warunków - powiedział delikatnie odsuwając mnie od siebie - będziesz musiała mi obiecać, że nie zawalisz nauki, nie będziesz imprezować, nie zapomnisz o nas, i będziesz odwiedzała jak najczęściej sie da. Ja też będę do ciebie przyjeżdżał o ile tylko praca mi na to pozwoli i będziesz też dzwoniła jak najczęściej . Wiem, że może nie zachowuję się w tym momencie jak rozsądny ojciec puszczając siedemnastolatkę samą do wielkiego miasta, ale ufam ci i wiem, że sobie poradzisz. Twoja
mama na pewno by tego chciała, poza tym przydałoby się żebyś odwiedziła miejsce swojego urodzenia - siedziałam ze łzami w oczach nie wiedząc co mam powiedzieć.
- Dziękuję - to było wszystko co mogłam wymyślić w tym momencie.
- Nie ma za co - przytulił mnie do siebie i wyciągnął telefon - to dzwonimy?
Po chwili wrócił wyraźnie zadowolony z siebie. Oznajmił, że Andrew będzie u nas za około godzinę, żeby ustalić szczegóły mojego wyjazdu i podpisać jakąś umowę. Wstałam z łóżka mijając sie w drzwiach do łazienki z bratem. Uśmiechnęłam się do niego i wyszeptałam bezgłośne ''dziękuje'', bo wiedziałam, że w tym że tata zdecydował się mnie puścić była też jego zasługa, a on jak zwykle poczochrał mi włosy. Stanęłam przed lustrem w łazience, uśmiechając się do odbicia. Byłam szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy. Przepełniała mnie radość. Wiedziałam, że zaczyna się nowe życie, że będzie już tylko lepiej. Cieszyłam się na ten wyjazd i już nie mogłam się doczekać momentu, w którym wejdę do studia i będę robić to co kocham. Oczywiście, że będę tęskniła za rodziną, a w zasadzie tylko za tatą i Kamilem, bo tylko ich mam, ale przecież jest skype, są telefony i  będziemy się odwiedzać, więc nie powinno być źle. Wzięłam szybki prysznic i z uśmiechem na ustach zaczęłam suszyć włosy. Związałam je w luźnego kucyka, zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedział tata, z okularami na nosie wpatrując się w ekran laptopa. Na stole stał kubek, ze świeżo zrobioną kawą, ktorej zapach roznosił się po całym domu. Usiadłam na krześle biorąc ciepły kubek do rąk.
- Gdzie Kamil?
- Wyszedł przed chwilą, miał jakąś ważną sprawę do załatwienia. - odpowiedział mi tata. Ściągnął okulary i zaczął uważnie mi sie przyglądać - już za tobą tęsknie - westchnął.
- Tato, ja też będę tęsknić - dodałam przy okazji parząc sobie język. Spojrzałam na zegarek, było kilka minut po dwunastej. Na dzisiaj nie miałam żadnych planów, oprócz spotkania z Andrewem. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się i pobieglam otworzyć. Zobaczyłam w nich mężczyznę.
- Cześć Lily - przywitał się i wszedł do domu.
Usiedliśmy wszyscy przy stole w kuchni. Andrew położył na stole stos papierów zawierających - jak się domyślałam - treść umowy. Okazało się, że muszę wylecieć jak najszybciej. Jak najszybciej czyli jutro. Nie powiem, byłam przerażona, ale stwierdziłam, że dam radę. W końcu będę spełniać swoje marzenia. Płyta miała wyjść na przełomie września i października. Czyli miałam pół roku. W czasie tego, miałam mieć zapewnione mieszkanie, menadżera, opiekę, wyżywienie, promocję płyty, koncerty, wywiady i inne podobne rzeczy. Łowca talentów, jak ja go sobie w myślach nazywałam, powiedział, że w ramach promocji mojej płyty, i tego, żebym coś osiągnęła, nagram instrumental do piosenek jednego z zespołów, bo akurat kogoś takiego jak ja potrzebują. Byłam bardzo podekscytowana tym faktem, bo zawsze marzyłam o czymś takim. Mieszkać miałam w prawie samym centrum Londynu, blisko studia. Wylot miałam jutro z samego rana. Na samą myśl w brzuchu czułam motylki. Naprawdę się cieszyłam. Po uważnym przeczytaniu kontraktu przez mojego ojca złożyliśmy podpisy, a tata wyraził zgodę na mój wylot. Spotkanie trwało półtorej godziny. Andrew zapewniał mojego tate, że sie mną zaopiekuje, że nic złego mi się nie stanie. Mężczyzna w końcu się pożegnał i wyszedł z domu. Przytuliłam mocno ojca i pobiegłam na górę, żeby się spakować. Wyciągnęłam ogromną torbę na kółkach zza szafy. Zbyt wielu rzeczy nie miałam, ale postanowiłam, że zakupy zrobię w Londynie, oczywiście jak tata da mi jakieś kieszonkowe. Spakowałam ubrania, laptopa, kosmetyki i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Zadzwoniłam do Leny czy nie mogłybyśmy się spotkać. Zgodziła się, więc po kilkunastu minutach byłam już w wyznaczonym miejscu. Gdy tylko zobaczyłam przyjaciółkę, rzuciłam jej się w ramiona.
- Ej ej Li, co jest? Nigdy mnie tak nie witałaś. -  zaśmiała sie przyjaciółka, pokazując szereg śnieżnobiałych zębów. ''Boże jak ja będę za nią tęsknić'' - pomyślałam.
- Muszę Ci cos powiedzieć. Wyjeżdżam.
- CO?! - Lena krzyknęła. - przecież podobno tata Ci nie pozwolił.
- Bo nie pozwolił, ale zmienił zdanie. To moja szansa, musze wyjechać. Tylko pół roku. Będziesz mnie odwiedzać, obiecuję, że osobiście kupię ci bilet. Zawsze będziesz najlepsza i nigdy nie znajde lepszej przyjaciółki od ciebie. Będę codzienne dzwonić.
- Obiecujesz? - zapytała ze łzami w oczach.
- Obiecuję.

Wróciłam do domu. Usiadłam na sofie włączając telewizor. Po chwili przysiadł się do mnie Kamil.
- Będę tęsknił za tobą, debilko.
- Tą debilkę mogłeś sobie darować - zaśmiałam się. - Tata ci powiedział?
- A kto by inny. Dasz sobie radę tam, tak sama? Nie potrzeba ci kogoś, kto by cie przypilnował? Żebyś nie wpadła w jakiś wir imprez. - Zrobił głupią minę i pstryknął mnie w nos.
- Nie jestem tobą - uszczypałam go w ramie i podniosłam się z łóżka, rzucając mu przy okazji pilota. Weszłam na górę sprawdzając po raz któryś czy wszystko zapakowałam. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiło się ciemno. Wzięłam jeszcze wieczorny prysznic, umyłam zęby i położyłam sie do łóżka. Wiedziałam że szybko nie zasnę, ale musiałam chociaż spróbować. Andrew miał przyjechać po mnie o 8, więc musiałam wstać przynajmniej godzinę wcześniej. Myślałam jak to będzie, gdy wyjadę. Jak tu będzie beze mnie. Czy
tata sobie poradzi? Przecież on nawet nie potrafi ugotować zupy. Uśmiechnęłam się do siebie przypominając sobie moment, w którym tata zaczadził całe mieszkanie, gotując właśnie tę nieszczęsną zupę. Jutro na sześć miesięcy miałam opuścić to miejsce. Wbrew pozorom nie było to dla mnie takie łatwe.

Z perspektywy Roberta - ojca Lily.

Właśnie patrzyłem jak moja mała córeczka, która jeszcze niedawno bawiła sie lalkami i siadała mi na kolanach, mówiąc że jestem najlepszym tatą na świecie, żegna się ze swoją przyjaciółka i bratem lecąc jak to ona nazywała ''spełniać marzenia'. Bałem się o nią. Sam nawet nie mogę wyrazić tego, jak bardzo. Nie chciałem, żeby opuściła dom. Ona jest taka młoda. Wiedziałem, że muszę dać jej szanse, że muszę jej pozwolić na ten wyjazd. Wiedziała, że gdy tylko coś byłoby nie tak, ma wracać. Chociaż wiem, że ona tego
nie zrobi, bo jest uparta i zawsze dąży do tego co sobie postanowiła. Patrzę na kopie mojej żony, która płacze i uśmiecha się jednocześnie. Emily była przepiękną kobietą. Poznałem ją, gdy byłem na przeglądzie z z zespołem do którego należałem w tamtym czasie. Emily śpiewała w konkurencyjnym. Od razu przyciągnęły mnie jej błękitne oczy i ten uśmiech, za który byłem gotów oddać wszystko. Potem wszystko potoczyło sie tak szybko. Urodził się Kamil, a później Lily. Emily pochodziła z Angli, ja byłem Polakiem. Lily -  takie imię wybrała córce moja żona. Moore - nazwisko mimo wszystko miała po mnie. Mój ojciec pochodził z Wielkiej Brytanii. Gdy Emily odeszła myślałem, że sobie nie poradzę. Dzięki dzieciom jestem tu gdzie jestem. Gdyby nie oni naprawdę nie wiem co by ze mną było. Mimo tego, że Lily miała zaledwie 10 lat, a Kamil 12 okazali się dla mnie ogromnym wsparciem, chociaż dla nich było to jeszcze trudniejsze niż dla mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos córki.
- Tato będę za tobą tęsknić - wyszlochała i rzuciła mi się w ramiona. Głaskałem ja po głowie i przytulałem do siebie, żeby ostatni raz poczuć jej zapach i zapamiętać go do następnego spotkania. Nie chciałem jej puścić. Nie chciałem jej stracić. Wiedziałem, że następnym razem będzie już inaczej. Nie będzie moją małą Li. Pojedyncza łza kapnęła na mój policzek, jednak szybko ją otarłem. Nie wiedziałem ze pożegnania są takie trudne.
- Lily, musimy juz iść - usłyszałem głos Andrewa, przywołujący Lily do siebie. Córka niechętnie oderwała sie ode mnie. Zabrała torbę i swoją najcenniejszą rzecz - skrzypce - i stanęła obok Andrewa. Ostatni raz uściskała przyjaciółkę i Kamila. Była wyraźnie szczęśliwa chociaż zapłakana.
- Kocham Was - krzyknęła odchodząc i po chwili zniknęła w bramce prowadzącej na odprawę. Już zaczynałem za nią tęsknić.


Z perspektywy Lily.

Siedziałam w samolocie obok Andrewa. Wypytywałam go o najdrobniejsze szczegóły dotyczące Londynu, studia, mojego miejsca zamieszkania, sypialni i innych mało ważnych rzeczy. Jednak Andrew nie chciał mi powiedzieć dla jakiego zespołu mam nagrać instrumental. Dziwiło mnie to i to bardzo. Plan był taki, że na lotnisku miała czekać na mnie moja własna menadżerka i razem z Adrewem mieliśmy pojechać do mojego nowego mieszkania. Miałam mieć chwile czasu na przebranie się i odpoczynek po podroży, a później mieliśmy jechać do studia żebym poznała zespół i jak to nazwał Dash ''zaprzyjaźnić'' się ze studiem, bo w końcu tam będę najczęściej przebywać w najbliższym czasie. Podróż minęła mi nadzwyczaj szybko, może dlatego, że pierwszy raz leciałam samolotem i zachwycałam się widokami, które mogłam podziwiać przez malutkie okno w samolocie. Wylądowaliśmy. Na zewnątrz padał deszcz i wiał wiatr. Założyłam kaptur i wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić do taty. Wyszliśmy przed lotnisko. Machała do nas młodziutka dziewczyna, na oko po dwudziestce. Miała czarne, krótkie włosy, była strasznie drobna i miała bardzo pogodną twarz. Wyglądała na miłą osobę.
- Lily poznaj Rose, twoją nową menadżerkę. Od dzisiaj ona będzie zajmowała się twoją karierą i przy okazji tobą, bo jesteś jeszcze niepełnoletnia. Rose to jest Lily - Andrew przedstawił nas sobie, a dziewczyna podała mi rękę uśmiechając się do mnie promiennie - mam nadzieję, że będziecie sie dogadywać - dodał jeszcze. - A teraz chodźmy. Taksówka czeka.
Jechaliśmy przez centrum samego Londynu. To miasto tętniło życiem. Podobało mi się to. Dojechaliśmy na miejsce. Zobaczyłam wysoki budynek, mogłabym nawet powiedzieć, że wieżowiec z mnóstwem okien i ogromnymi drzwiami. Andrew zabrał moje torby z bagażnika taksówki  i ruszył w strone wejścia budynku, a ja posłusznie wraz z Rose szłam za nim. Znaleźliśmy się w ogromnym holu. Po prawej stronie znajdowała się
ogromna, czerwona kanapa, na podłodze leżał dywan w jakieś przedziwne wzorki, a na suficie wisiał przepiękny, szklany żyrandol. Podeszliśmy do recepcji, znajdującej sie w samym centrum pomieszczenia. Recepcjonistka uśmiechała się do nas zza kontuaru.
- Rezerwowałem pokoje na nazwisko Dash.
Kobieta zaczęła klikać coś w komputerze, a po chwili podała mu karty do pokoi.
- Pokój 203 i 204 - oznajmiła, a my ruszyliśmy do windy.
- Lily, teraz zostawiam cię z Rose. Przyjadę po was za niecałą godzinę i pojedziemy do studia. Gdyby coś sie działo, dzwoń.
Andrew stał przed windą, dopóki się nie zamknęła.
- Od dawna jesteś menadżerką? Wyglądasz dość młodo. - zagadnęłam.
- Odkąd skończyłam studia, czyli od roku. Mam 25 lat.Wiem, że nie jestem może za bardzo doświadczona, ale myślę, że jakoś sobie poradzimy - dziewczyna posłała mi uśmiech.
- Będzie fajnie - zaśmiałam się, a po chwili drzwi windy rozsunęły się i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Położyłam ciężką torbę obok drzwi, a sama rzuciłam się na łóżko, nawet nie ściągając butów. Byłam zmęczona podróżą, a jednocześnie bardzo szczęśliwa. Czyli będę mieszkać przez najbliższe pół roku w hotelu. Hotelu, ale nie byle jakim. Można powiedzieć, że miałam mały apartament. Zaczęłam rozglądać sie po mieszkaniu. Ściany w sypialni były kremowe. Zaglądnęłam do szafy. Była zdecydowanie za duża, jak na ubrania, które ze sobą przywiozłam. Przeszłam do kuchni. Nie była ona za duża, ale to i lepiej, bo pewnie
i tak nie będę miała czasu na żadne gotowanie. Salon był przestronny, z wielkim oknem. Widok miałam nieziemski. Już zastanawiałam się jak to będzie wyglądać w nocy. Stwierdziłam, że musze wziąć szybki prysznic i poprawić, a w zasadzie zrobić makijaż, żeby sie chociaż trochę odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Już po chwili czułam się jak nowo narodzona. Zrobiłam jeszcze zdjęcie, aby później wysłać je do Leny.




Usiadłam na łóżku zastanawiając się z jakiej to okazji mieszkam w tak luksusowym jak dla mnie miejscu, skoro jestem tylko zwykłą skrzypaczką. Nie miałam ochoty jednak dłużej sie nad tym zastanawiać. Postawnowiłam się cieszyć tym co mam, bo jeszcze bym doszła do jakichś przerażających wniosków. Ułożyłam swoje rzeczy w szafie i postanowiłam zadzwonić do taty, żeby podzielić się z nim wrażeniami. Wydawało mi się, że on też jest szczęśliwy, słysząc mój zadowolony i przejęty głos. Rozpakowałam skrzypce i położyłam je w centralnym miejscu salonu.
Zauważyłam też pulpit*. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i do pomieszczenia weszła Rose. Usiadła obok mnie po turecku.
- I jak ci się podoba?
- Straaasznie. Nigdy nie mieszkałam w takim miejscu. Nawet mam pulpit - powiedziałam zadowolona.
- Moja zasługa - zaśmiała się. Zaczyna się dobrze, widać, że wie czym się zajmuje - będziemy pewnie musiały sie zbierać, bo Andrew zaraz po nas przyjedzie. Jesteś ciekawa jaki to zespół?
- Strasznie. Już sie nie mogę doczekać.
- Mam nadzieje, że Ci sie spodoba i sie polubicie, bo chcąc nie chcąc będziesz musiała spędzić z nimi trochę czasu, nagrywając instrumental. Dobra, wychodzimy - powiedziała zerkając na swój telefon. Przed hotelem czekał już na nas Andrew. Rzeczywiście tak jak mowił, studio znajdowało się niedaleko hotelu. Wysiadłam z samochodu czując podekscytowanie, a zarazem strach. Nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się co to za zespół. Weszliśmy do środka.
- Lily usiądź, chłopaki powinni zaraz dotrzeć - polecił.
Ze zdenerwowania przegryzałam dolną wargę. ''Do tego chłopaki'' - pomyślałam.
Dało sie słyszeć głośne rozmowy i śmiech, a po chwili do pomieszczenia weszło pięciu chłopaków.
- Li, poznaj One Direction. To jest Harry, Liam, Louis, Zayn i Niall - przedstawił nas sobie Andrew. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaczerpnęłam głośno powietrza i spojrzałam wściekłym wzrokiem na Rose.



* pulpit - to jest takie coś, gdzie kładzie sie nuty, jakby ktoś nie wiedział ;)
http://www.4-dj.pl/galerie/n/np-2_1230.jpg - o takie coś.




komentarz = motywacja do dalszego pisania . ;)

1 komentarz:

  1. Ech... nawet nie masz pojęcia dziewczyno jak bardzo podoba mi się Twój styl pisania! Poinformuj mnie proszę kiedy tylko pojawi się u Ciebie 3 rozdział, bo z chęcią go przeczytam :) Tym czasem serdecznie zapraszam Cię na mojego bloga, na którym, co prawda z wielkimi oporami pojawił się 2 rozdział ---> http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń