Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Był zimowy, ale ciepły dzień. Otworzyłam oczy i pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy było to, aby jak najszybciej wstać i zacząć grać. Niestety mój tata miał inne plany. Twierdził że w dzień koncertu nie powinno się ćwiczyć. Niechętnie wstałam z łóżka potykając się przy okazji o ubrania, które były porozrzucane po całej podłodze.
- Cześć skarbie - powiedział ojciec, całując mnie na powitanie w czoło - bardzo się
denerwujesz?
- Nie mniej od ciebie - uśmiechnęłam się i powędrowałam na dół w stronę kuchni. Otworzyłam lodówkę przyglądając się zawartości. Jednak po chwili zamknęłam ją z powrotem. ''I tak nic nie przełknę'' - pomyślałam. Strasznie denerwowałam się dzisiejszym dniem. Starałam się o tym nie myśleć, ale mimo wszystko nie było to takie łatwe. Zabrałam ze stołu szklankę z wodą i ruszyłam do salonu. Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki pilota. Zaczęłam skakać po kanałach. Nawet nie zauważyłam, kiedy przysiadł sie do mnie tata, trzymając w ręku talerz z naleśnikami - moje ulubione śniadanie.
- Zrobiłem specjalnie dla ciebie. Nawet nic nie przypaliłem! - dodał wyraźnie dumny z siebie. Ojcem mimo wszystko był wspaniałym i podziwiałam go za to, że poradził sobie z wychowaniem dwójki nastolatków zupełnie sam, ale kucharz z niego żaden. Mimo zdenerwowania i trzęsących się rąk zabrałam się za jedzenie naleśników. Zaraz po tym dołączył do mnie mój brat, paradując po domu w samych bokserkach.
- Siema siostra, stresik jest ? - rzucił w międzyczasie porywając mojego naleśnika.
- A ty byś sie nie denerwował mając życie w swoich rękach?
- Nie przesadzaj, ja w ciebie wierzę i wiem, że dasz radę.
Kamil, mimo że strasznie mnie denerwował, był złośliwy i nic nie robił poza imprezowaniem i sprowadzaniem coraz to nowych dziewczyn do domu, był też dla mnie wielkim oparciem i w niektórych chwilach naprawdę nie poradziłabym sobie bez niego. Mieliśmy tylko siebie. No i tatę. Nigdy bym nie pomyślała że dojdę tak daleko. Niby od początku wszyscy mi wmawiali ze jestem urodzoną skrzypaczką, ale ja jakoś nigdy nie przywiązywałam do tego wagi. Po prostu robię to co lubię, a nawet mogłabym powiedzieć, że kocham, a teraz ode mnie zależy jak dalej potoczy się moje życie.
- LILY - z rozmyśleń wyrwał mnie głos ojca - nie chcę ci nic mówić, ale chyba powinnaś sie już szykować. Musimy być tam na 14, a sam dojazd zajmie nam z dwie godzinki.
- Juz idę - wymruczałam i ruszyłam powoli na górę. Stanęłam przed otwartą szafą, zupełnie nie wiedząc co na siebie włożyć. W końcu zdecydowałam sie na najzwyklejszą białą bluzkę z kołnierzykiem i czarną spódniczkę przed kolano. Do tego założyłam białe baletki i związałam włosy w koński ogon. Przeglądnęłam sie w lustrze. Kogo widziałam? Dziewczynę z marzeniami, a oprócz tego zwykłą siedemnastolatkę, brunetkę,
z błękitnymi oczami i z ciągłym uśmiechem na twarzy. Po tatusiu odziedziczyłam upór, dążenie do celu i umiejętność obrony własnych racji, co chyba w zasadzie można nazwać pyskowaniem. Odkąd pamiętam byłam wygadana. Wzięłam futerał ze skrzypcami do reki, włożyłam nuty do teczki i zeszłam na dól gdzie już czekał na mnie tata.
- No to powodzenia. Trzymam kciuki i wiem ze będziesz najlepsza - powiedział Kamil czochrając mi włosy. Uśmiechnęłam sie tylko i razem z tatą wyszłam z domu.
Pogoda była piękna jak na tą porę roku. Gdzieniegdzie można bylo zauważyć roztapiające się w słońcu bałwany. Po chwili siedziałam juz w samochodzie ze słuchawkami na uszach. Mimo że grałam na skrzypcach, nie słuchałam muzyki poważnej, co jak twierdzi mój tata byłoby lepszym rozwiązaniem niż słuchanie jakiejś dudniącej muzyki, która tylko ''psuje'' mi słuch. Przyglądałam się podwórkom, które migały mi przed oczami w czasie jazdy. Nie miałam ochoty się odzywać, przez to całe zdenerwowanie. Tata co jakiś czas spoglądał na mnie zastanawiając sie chyba, czy wszystko ze mną w porządku, zazwyczaj gadałam jak najęta. Jednak dzisiaj za bardzo się stresowałam. Jeśli zagram dobrze i znajdę się wśród laureatów, będę miała zapewnione wejście do akademii muzycznej w Paryżu, a to przecież było moje marzenie. Jednak nie łatwo będzie pokonać najlepszych skrzypków z całego świata, a przecież to jest moja jedyna szansa. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy już na miejscu. Moim oczom ukazał sie biały dworek, z wieloma wieżyczkami i z mnóstwem zdobień. Prowadziła do niego dróżka usypana z białych kamieni. Drżącą ręką pchnęłam drzwi prowadzące do budynku. Tata szedł zaraz za mną, trzymając swoją rękę na moim ramieniu. On wiedział jak bardzo się denerwuję.
- Lilianna Moore - powiedziałam do recepcjonistki która wpuszczała występujących na sale.
- Pierwsze drzwi na prawo - odpowiedziała uśmiechając sie do mnie - nie denerwuj się tak - dodała patrząc na moją minę - występujesz jako piąta.
Ruszyłam we wskazane przez nią miejsce. Były tam jeszcze 2 dziewczyny, ale jakoś nie miałam zamiaru się przedstawiać. Ojciec usiadł na wolnym krześle i głośno westchnął.
- Popatrz jak daleko dotarłaś, kto by się spodziewał. - pokręcił przy tym głową z niedowierzaniem.
Otworzyłam futerał i wyjęłam z niego mój instrument. Próbowałam się rozegrać, jednak nie wychodziło mi to za dobrze z powodu trzęsących sie rąk.
- Lily spójrz na mnie - powiedział ojciec widząc moje przerażenie faktem, że miałam niedługo występować - ja w ciebie wierzę, wiem że dasz radę, więc nie denerwuj się. Jeśli ci się nie uda, to wymyślimy coś innego. Przecież na jednym konkursie świat się nie kończy - przytulił mnie do siebie i pocałował we włosy - robił tak przed każdym moim występem - nuty masz?
- Wszystko zabrałam, chodźmy już - odpowiedziałam drżącym głosem i ruszyliśmy do głównej sali gdzie odbywały się występy. Sala była ogromna z wielką sceną na środku i reflektorami skierowanymi na środek. Zajęliśmy miejsca. Stało się. Koncert się zaczął. Ze zdenerwowaniem ściskałam skrzypce, które trzymałam w rekach. Nawet nie słyszałam jak grała moja konkurencja.
- Teraz wystąpi Lily Moore i wykona dla nas preludium Jana Sebastiana Bacha. - usłyszałam tylko swoje imię i poczulam lekkie popchnięcie taty. Zobaczyłam jak zaciska ręce. Nerwowym krokiem ruszyłam na scene. W pierwszym rzędzie siedziała komisja znana mi z wcześniejszych konkursów i kilka nieznanych mężczyzn. Na początku trzęsły mi się ręce i wydawało mi się, że nagle przestałam umieć grać, lecz po chwili poczułam się tak, jakby nie było tych wszystkich ludzi, jakby sala była pusta. Byłam tylko ja i skrzypce. Nawet nie wiem kiedy skończyłam. Ukłoniłam sie nisko i zeszłam ze sceny z powrotem siadając obok taty. Głęboko odetchnęłam. Zagrałam jak najlepiej umiałam, jednak wydawało mi się, że zabrakło czegoś w moim występie. I tak juz niczego nie naprawię - pomyślałam.
- Jak mi poszło? - spytałam tatę chowającego moje skrzypce.
- Jak zawsze świetnie - odpowiedział i uśmiechnął sie do mnie.
W milczeniu słuchaliśmy kolejnych uczestników. Zjechali się oni z całego świata, a ja miałam szczęście że konkurs odbywał sie akurat w Polsce, bo inaczej nie byłoby możliwości żebym w nim uczestniczyła. Na zewnątrz robiło sie już ciemno i po naradach komisji nadszedł czas na ogłoszenie wyników. Ścisnęłam tate za rękę. Najpierw zaczęli od wyróżnień, a później nadszedł czas na podium. Pierwsze miejsce zajęła belgijka, drugie polka, a trzecie jakiś chłopak z francjii. Mnie nie było. Szansa przepadła. Poczułam jak z moich oczu spływa pierwsza łza. Tysiące myśli krążyło po mojej głowie.
W milczeniu słuchaliśmy kolejnych uczestników. Zjechali się oni z całego świata, a ja miałam szczęście że konkurs odbywał sie akurat w Polsce, bo inaczej nie byłoby możliwości żebym w nim uczestniczyła. Na zewnątrz robiło sie już ciemno i po naradach komisji nadszedł czas na ogłoszenie wyników. Ścisnęłam tate za rękę. Najpierw zaczęli od wyróżnień, a później nadszedł czas na podium. Pierwsze miejsce zajęła belgijka, drugie polka, a trzecie jakiś chłopak z francjii. Mnie nie było. Szansa przepadła. Poczułam jak z moich oczu spływa pierwsza łza. Tysiące myśli krążyło po mojej głowie.
- To jeszcze nie koniec świata - przypomniał tata, jednak dla mnie właśnie świat się skończył. To była moja jedyna szansa na wyrwanie sie z tego miejsca. Nie jestem wystarczająco dobra. Nie miałam ochoty dłużej zostać w tym miejscu. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia zostawiając tatę na pastwę losu.
- Lilianna Moore? - usłyszałam jak jakiś męski głos wypowiada moje imie łamaną polszczyzną.
Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam około 30 - letniego faceta, który siedział w pierwszym rzędzie podczas mojego koncertu.
- Tak - odpowiedziałam szybko, ścierając wierzchem dłoni mój rozmyty makijaż. Nagle nie
wiem skąd pojawił się tata.
- Jestem jej ojcem, o co chodzi ? - spytał nie spuszczając wzroku z nieznajomego.
- Mam dla pana córki pewną propozycje.
- Proszę mówić - zezwolił ojciec. Ja szczerze mówiąc nie wiedziałam co się dzieje, byłam
za bardzo przejęta moją porażka, a właściwie zawaleniem życiowej szansy.
- Otóż nazywam się Andrew Dash i jestem odkrywcą młodych talentów - tutaj podał nam swoja wizytówkę - przyjechałem specjalnie aby zaoferować coś Lily. Mimo, że nie zdobyłaś pierwszego miejsca chciałbym, abyś nagrała płytę - powiedział prosto z mostu, co nie powiem, bardzo mnie zaskoczyło. - Nie byłaby to płyta z klasykami, tylko z coverami znanych utworów, mogę Ci zaproponować występy lub nawet granie w duecie, albo w orkiestrze jeśli tylko sie zgodzisz. Pierwszy raz widzę osobę, która ma taka swobodę na scenie i w wydobywaniu dźwięków. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Te wszystkie rzeczy, które o Tobie słyszałam, to jednak prawda - uśmiechnął sie. - Nie musisz mi od razu odpowiadać, lecz po mojej rekomendacji mogłabyś dostać sie na wymarzoną akademię.
''Nad czym tu sie zastanawiać'' - pomyślałam. Przecież taka okazja nie zdarza się codziennie. Nawet nie bylo mowy o odmowie. Poczułam jak natychmiast wraca mi dobry humor. Tata tylko popatrzył na mnie po czym kiwnął głowa.
- Myślę, ze możemy się wstępnie zgodzić. - odpowiedział przeciągając słowo ''wstępnie''- ale musimy omówić wszystkie warunki współpracy.
- Ależ oczywiście, to sie zgadza - Andrew pospiesznie zaczął wyciągać papiery ze swojej teczki wręczając je mojemu ojcu - nie powiedziałem jednak o najważniejszej sprawie. Nagranie płyty musiałoby odbywać w Londynie, ze względu na to, że tam mam swoją siedzibę i tam mieszkam. Lily dostałaby pół roku na nagranie płyty, a jeśli jej sie spodoba, będzie mogła zostać w Londynie na dłużej.
- Wykluczone - warknął ojciec i pociągnął mnie za rękę w strone wyjścia. Jednak ja nie zamierzałam się ruszyć.
- Tato, proszę cię... - jęknęłam - pozwól mi.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Masz dopiero 17 lat!
Nagle do rozmowy wtracił sie Andrew.
- Proszę się zastanowić i jutro do mnie oddzwonić. Numer macie państwo zapisany na wizytówkach. Mogę tylko powiedzieć, że Lily byłaby w takim przypadku pod stałą opieką naszego menadżera, a naukę kontynuowałaby dalej, jeśli tylko wyraziłaby taką chęć. Dodam jeszcze że taka okazja nie zdarza się zbyt często i bardzo rzadko proponuję komuś takie rozwiązanie, lecz jeśli wychodzę z taką propozycją, to mogę powiedzieć, że córka będzie miała zapewnione najlepsze warunki. A więc mam nadzieję - do zobaczenia. - westchnął i odszedł.
Weszłam do domu głośno trzaskając drzwiami, mnąc w rękach wizytówkę Andrew'a. Nie ściągając
płaszcza, ani butów pobiegłam na górę przy okazji wpadając na Kamila.
- Ej młoda co jest ?
- Odpieprz się ode mnie. Wszyscy mnie zostawcie i dajcie mi święty spokój - wykrzyczałam mu prosto w twarz. Zamknęłam sie w pokoju i rzuciłam na łóżko, przykrywając głowę poduszką. W tym momencie byłam wściekła na mojego ojca. Nie rozumiałam jak on mógł mi to zrobić. Straciłam wszystko. Byłam pewna że sie nie zgodzi, wiedziałam to. Londyn. Mogłabym zacząć nowe życie, robić karierę, ale nie. Zawsze musi być tak jak on chce. Zawsze. Poczułam że pierwsze łzy spływają po moim policzku i jak powoli poduszka zaczyna się robić mokra. Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Nie miałam ochoty i zamiaru z nikim rozmawiać. Jednak po chwili poczułam jak zapada się materac.
- Kamil wyjdź - poprosiłam szlochając. Jednak on nie miał zamiaru ruszać się z mojego pokoju. Ściągnął ze mnie poduszkę i położył się obok.
- A teraz mów - powiedział spokojnie.
Opowiedziałam mu wszystko przy okazji mocząc mu moimi łzami bluzę. On przytulając mnie, wysłuchał do końca mojego opowiadania. Powiedział, że postara się porozmawiać z ojcem, ale niczego mi nie obiecuje. Dobrze wiedział jak może mnie pocieszyć i poprawić mi humor więc po chwili przyszedł do pokoju z moją ulubioną czekoladą. Napisałam jeszcze wiadomość do Leny - mojej przyjaciółki, która po chwili zadzwoniła, prawie płacząc razem ze mną. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem i tym całym stresem wiec o dziwo, jak na mnie, szybko zasnęłam.
No kobieto pisz dalej bo rozpoczyna się bardzo fajnie. <3
OdpowiedzUsuńSuper rozdział. Już myślałam, że jak się jej nie uda to będzie koniec z graniem. A tu nagle wyskakuje ten facet! Super. Niech się ojciec zgodzi, pliiis. :)
OdpowiedzUsuńZaraz idę obserwować. Czekam na rewanż. ;)
http://inspirations-fashion-silver.blogspot.com/
bardzo mi sie podoba :) czekam na nn i ZAPRASZAM NA NOWY ROZDZIAL. PROSZE SKOMENTUJ http://ifindyourlips.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJeeeeeesssttttt! Pierwszy rozdział i żadnego nadrabiania (rozdziałów) xD : P Super! Po prostu taki wciągający : DD
OdpowiedzUsuńKurczę, szkoda, że jej tata się nie zgadza, ale i tak myślę, że tam pojedzie ; DD
Czekam na kolejnyy wciągająco-genialno-cudowny rozdział : DD
+zapraszam do mnie i liczę na komentarz / obserwowanie : * : DD i częste czytanie : ]
http://fans-fans-blog-o-one-direction.blogspot.com/
Rozdział jest świetny! Strasznie przyjemnie się czyta Twój blog :) Życzę ci dalszej weny i zapraszam do siebie: http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń